Strona główna » Biało-czerwona szachownica postrachem Niemców

Biało-czerwona szachownica postrachem Niemców

Bitwa o Anglię jest jednym z najistotniejszych starć, którego rozstrzygnięcie zaważyło na losach II wojny światowej. 15 września obchodzona była 81. rocznica powietrznej batalii. Jest to data od samego początku dumnie celebrowana w Zjednoczonym Królestwie, jednak po dziś dzień, kluczowa rola, jaką odegrali w tych wydarzeniach polscy piloci, nie jest w pełni akcentowana, mówiąc dyplomatycznie. Już w latach 40. minionego wieku zaczęto skrupulatnie wyciszać ten fakt, starając się wymazać dokonania naszych rodaków z kart historii.

Powietrzny atak na Wielką Brytanię rozpoczął się 10 lipca 1940 r. Prowadzony był skutecznie – z niemiecką precyzją – jako część operacji „Lew Morski”. Po zniszczeniu brytyjskiego lotnictwa i przejęciu kontroli w powietrzu, miał nastąpić desant wojsk lądowych przez kanał La Manche. Plan ten Luftwaffe z powodzeniem realizowało. Coraz większa przewaga w powietrzu nad RAF-em sukcesywnie prowadziła do osiągnięcia założeń Hitlera. Po ponad miesiącu starć nie było już wątpliwości – bitwa była wygrana przez Niemców. Ostateczne zniszczenie brytyjskiego lotnictwa było już tylko kwestią czasu.

Na ówczesnym etapie, zarówno niemiecki jak i wyspiarski przemysł potrafił sprostać ogromnemu zapotrzebowaniu na samoloty bojowe, więc mimo wysokich strat, obie strony dostarczały wystarczającą liczbę nowych maszyn. Natomiast elementem, dzięki któremu Niemcy osiągnęli znaczącą przewagę, była ich nieporównywalnie wydajniejsza infrastruktura szkoleniowa i większe zaplecze ludzkie. Brytyjczycy nie byli w stanie uzupełniać swojej kadry lotniczej w takim tempie. Szala zwycięstwa przechyliła się nieodzownie na stronę przeciwnika. Londyn doskonale zdawał sobie  z tego sprawę. Zaczęto przygotowywać różne warianty kapitulacji.

Decyzja o włączeniu do walki batalionów złożonych z innych narodowości, była tylko grą na zwłokę. Nie wierzono w skuteczność tego rozwiązania. Jego celem było nieznaczne odroczenie widniejącej już na horyzoncie porażki. Między innymi z tego powodu bataliony cudzoziemskie zostały wyposażone w starsze i mniej wydajne modele samolotów (Hawker Hurricane) niż te, na których latała większość RAF-u (Supermarine Spitfire). Do udziału w bitwie dopuszczono wówczas m.in. jednostki: polskie, czechosłowackie oraz kanadyjskie. Posunięcie, z którym nie wiązano szczególnych nadziei, stało się jednak momentem zwrotnym.

Okazało się, że skuteczność dywizjonów znad Wisły wykraczała znacznie poza dotychczasowe statystyki. Mimo że nasi rodacy byli zobligowani do odbycia przeszkolenia z taktyk bojowych RAF-u, ich wcześniej zdobyte przygotowanie niejednokrotnie przewyższało umiejętności brytyjskich kolegów. W krótkim czasie biało-czerwoni zasłynęli rekordowymi wynikami, odwagą i zaciętością w walce. Nawet podczas starć, w których myśliwce Luftwaffe miały znaczącą liczebną przewagę, dochodziło do niewspółmiernie dużych strat w ich flocie. Niemieckie kalkulacje zaczęły zawodzić.

W bitwie brały udział 4 polskie dywizjony: dwa bombowe – 300 i 301, oraz dwa myśliwskie – 302 i 303. Oprócz tego 81 Polaków służyło w dywizjonach brytyjskich – razem 145 pilotów. Stanowili zaledwie 5% lotników RAF-u uczestniczących w walce i mimo tego, że włączono ich do batalii dopiero w drugiej połowie, zestrzelili 170 niemieckich maszyn i uszkodzili 36, co stanowiło około 12% strat poniesionych przez Luftwaffe w trakcie całej bitwy o Anglię. Sam Dywizjon 303 zastrzelił 126 maszyn, zdecydowanie przewyższając tym wynikiem osiągnięcia wszystkich brytyjskich jednostek – latających na nowocześniejszych samolotach.

Bez Polaków Brytyjczycy przegraliby swoje najważniejsze starcie podczas drugiej wojny światowej, a rok 1940 zakończyłby się dla nich prawdopodobnie inwazją wojsk hitlerowskich i kapitulacją.

 

Kajetan Soliński