Strona główna » No to mamy wojnę

No to mamy wojnę

Każde słowo można definiować na kilka sposobów, w tym określenie „wojna”. Prawdopodobnie większości ludzi wydaje się, że wojna to wkroczenie do jakiegoś kraju obcych wojsk, jak to niedawno mieliśmy na Krymie, czy wcześniej w Kuwejcie. Tymczasem wojna to również działania niekonwencjonalne: partyzantka, propaganda, działalność szpiegowska i dywersyjna, wojna może być też informacyjna lub elektroniczna. Celem działań dywersyjnych bywa wywołanie wojny domowej, a tym samym wyeliminowanie przeciwnika jego własnymi zasobami.

Podobnie jest z pojęciem „broni”. Pozornie to czołgi, karabiny, bojowe samoloty. Ale bronią może być wszystko. Nawet plastikowy nóż lub zwyczajna groźba, że się komuś skręci kark. Doskonale to pokazały zamachy z 11 września 2001 r., gdzie niepozorne narzędzia umożliwiły przechwycenie samolotów, które następnie stały się śmiercionośną bronią. Pasażerski odrzutowiec został przekształcony w inteligentny pocisk, na takiej samej zasadzie jak obiadowy nóż może stać się narzędziem zbrodni w rękach desperata. Bronią często bywa propaganda lub działania ekonomiczne. III Rzesza na masową skalę produkowała fałszywe amerykańskie dolary i brytyjskie funty, tylko po to by osłabić ich gospodarkę. Opłacani przez radziecki wywiad zachodni intelektualiści propagowali komunistyczną ideologię na zachodzie, a amerykańskie rozgłośnie radiowe wzmacniały opór przeciw komunistycznej władzy w PRL. Bronią bywali też ludzie, którzy w odpowiednim momencie przechodzili na stronę najeźdźcy. Tak było z przeważającą częścią polskich Niemców, którzy po wybuchu II wojny światowej poparli eksterminację obywateli Rzeczpospolitej narodowości polskiej, żydowskiej i cygańskiej.

Kolejną sprawą jest technologia. Posiadacze wyższej technologicznie broni myślą, że są silniejsi od ludów prymitywniejszy. Tymczasem historia dowodzi, że słabszy, ale bardziej pomysłowy, potrafił pokonać silniejszego; dokładnie tak jak to miało miejsce podczas biblijnej walki Dawida z Goliatem. Jakiś psychologiczny pomysł osłabia lub zaskakuje przeciwnika. Wiele wieków temu na azjatyckich stepach odbyła się bitwa, gdzie pierwszą linią słabszego liczebnie wojska byli więźniowie. Otrzymali oni rozkaz, że po ataku przeciwnika wszyscy mają sobie podciąć gardła. Tysiące ludzi w jednym momencie popełniło samobójstwo! W atakujących wywołało to taki szok, że druga linia słabszych pokonała bez problemu silniejszą armię. Podobnie, w średniowieczu, do obleganych miast na Bliskim Wschodzie, wrzucano katapultami gnijące zwłoki, by wywołać epidemie. Czas i choroby miały doprowadzić obrońców do kapitulacji. Ciekawe strategie walki możemy obserwować w świecie przyrody. Nietoperze są ssakami posiadającymi najwyższą technologię echolokacji, która służy im do upolowania nocnych motyli. Ćmy wypracowały dla obrony prosty mechanizm. Kiedy lecący owad odbiera sygnał radarowy od napastnika „wyłącza się” i bezwładnie spada na ziemię; w efekcie mózg nietoperza nie potrafi przewidzieć trajektorii lotu owada. Już dawno ten mechanizm skojarzył mi się z zestrzeleniem niewidocznego dla radarów samolotu podczas wojny na Bałkanach. Amerykańscy stratedzy zapomnieli, że nawet w nocy, człowiek może go zobaczyć na tle nieba, a lecącego na niskiej wysokości łatwo zestrzelić nawet pociskiem z ręcznej wyrzutni. Zwyczajnie przeciwnik może posługiwać się inną technologią, a prosta broń potrafi być skuteczna. Podobne mechanizmy mają miejsce w walce ekonomicznej. Pozornie słabszy musi tylko zastosować niekonwencjonalną taktykę, która zaskoczy przeciwnika.

Za dzień wybuchu II wojny światowej uważa się dzień ataku III Rzeszy na Polskę lub dzień wypowiedzenia wojny Niemcom przez aliantów. Jeżeli się jednak dobrze zastanowimy, to za początek ostatniej wojny światowej można uznać aneksję Czech lub Austrii, bo początkiem jest tak naprawdę to, co zainicjowało dalsze działania. Przed wybuchem wojny Europa pokazała nazistowskim Niemcom, że jest słaba. Dziś sytuacja się powtarza. Akcja wywołuje reakcję, inicjuje ciąg zdarzeń. Najzabawniejsze, a może tragikomiczne, jest to, że owe ciągi faktów można było przewidzieć lub przypuszczać ich wystąpienie, jeśli tylko wyciąga się wnioski z historii.

Spalenie flagi UE podczas demonstracji we Włoszech

Od jakiegoś czasu Unia Europejska przypomina gnijący od środka owoc. Brakuje jej spójności ideologicznej, a jak pokazuje historia każde państwo musi być oparte na jakiejś idei, by miało szanse przetrwać. Może to być system społeczny, jak w szlacheckiej Polsce lub kastowych Indiach, może to być system religijny – takich przykładów jest chyba najwięcej – lub ideologiczny, jak w ZSRR, Chinach oraz innych państwach komunistycznych. Może to być również system oparty na narodowości, czyli idei jedności etnicznej. Zwyczajnie państwo musi „coś” scalać, a bezideowość i relatywizm prowadzi do nieuchronnego upadku. Tak było z Cesarstwem Rzymskim. Po okresie dominacji w basenie Morza Śródziemnego, szczyty władzy ulegały zepsuciu moralnemu, które powodowało rozpad moralności familijnej, na której był oparty Rzym w początkach swego istnienia i ekspansji. Na koniec Cesarstwo zaczęło przyjmować wszelkie kulty z podbitych prowincji, nadawać obywatelstwo każdemu kto za nie zapłacił. Ostatecznie doprowadziło to do bezideowego melanżu. Konstantyn Wielki zrozumiał, że ostatnią deską ratunku jest zbudowanie nowego cesarstwa, opartego na nowej religii, czyli na chrześcijaństwie. W efekcie uratował dużą części antycznego dziedzictwa w postaci Cesarstwa Wschodniego, które dopiero w 1453 r. ostatecznie uległo Imperium Tureckiemu – nowemu tworowi politycznemu, religijnemu następcy Państwa Islamskiego stworzonego przez Mahometa. Historia Cesarstwa Zachodniego potoczyła się inaczej. Zostało ono najechane przez germańskie ludy z północy, które były oparte na idei plemiennej; byli to najczęściej wyznawcy arianizmu. Po asymilacji najeźdźców i przechodzeniu władców na katolicyzm, w zachodniej Europie zaczęły się kształtować państwa narodowe. Początkowo były one oparte na katolicyzmie, a w czasach nowożytnych, w dużej części protestantyzmie lub państwowych kościołach narodowych jak w Anglii, Danii lub Szwecji.

Dziś Unia Europejska przypomina rozpadające się Rzymskie Cesarstwo Zachodnie, a scala ją jedynie dobrobyt i dziwaczna ideologia, która jest mieszaniną pacyfistycznych popłuczyn po chrześcijaństwie z antychrześcijańskim, materialistycznym marksizmem. Coś takiego przetrwać nie może. Jeszcze kilka lat temu większości Europejczyków wydawało się, że jednocząca się Europa stanie się światową potęgą ekonomiczną. I po części tak jest, ale odbywa się to na zasadzie przejadania tego co było. Kryzys ekonomiczny szybko pokazał jednak, że Unia jest tak naprawdę słaba, a z dobrobytu zatraciła instynkt samozachowawczy i zajęła się wprowadzaniem w życie idei, osłabiających podstawy trwania społeczeństw. Celem dużej części nowych ideologów stało się zniszczenie dotychczasowego porządku. Dodatkowo, wyznawcy nowego, optymistycznie założyli, że inni myślą tak jak oni. Tymczasem inni myślą tak jak większość cywilizacji na przestrzeni wieków, czyli darwinistycznie; myślą o przetrwaniu swojego gatunku, narodu, państwa. Rozumieją, że nadrzędną zasadą jest ich wspólny interes, a nie obcych.

Kiedy 11 września 2001 r. Stany Zjednoczone zostały zaatakowane przez cztery niekonwencjonalne pociski, prezydent John W. Bush ogłosił, że Ameryka została zaatakowana i zapowiedział wypowiedzenie wojny terroryzmowi. W konsekwencji Stany Zjednoczone przeniosły wojnę na teren Afganistanu i Iraku. Zamachy odbywały się teraz nie na terenie Ameryki, ale u obcych. Jednocześnie celem wojny z terroryzmem było w dużej części wzmocnienie gospodarki; tak jak to opisała Naomi Klein w Doktrynie szoku, bogaci postanowili wykorzystać sytuację. Tym samym Amerykanie pokazali, że cały czas posiadają instynkt samozachowawczy. Europa jest jednak tworem młodym, można powiedzieć hipotetycznym. Opiera się tylko na niesprawdzonych koncepcjach, a niewydolny system polityczny pozwala z kolei narzucać owe idee masom, znajdującym się na różnym poziomie rozwoju ekonomicznego lub społecznego. To powoduje wewnętrzne tarcia i wzrost różnic między członkami. Dodatkowo Unia jest wrogiem dla wielu. Mimo to postanowiła eksportować swoje idee społeczne do arabskich państw Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu, bezczelnie zakładając, że jest od nich mądrzejsza. Europa Zachodnia chciała też „ucywilizować po swojemu” euroazjatyckiego misia. Zainicjowała reakcję. W konsekwencji została zaatakowana najtańszą bronią, bronią demograficzną. W końcu to nie przypadek, że tylu uchodźców właśnie teraz miało pieniądze na dotarcie do Europy! Dla Rosji, Państwa Islamskiego, a nawet Turcji i Arabii Saudyjskiej na rękę jest destabilizować sytuację w krajach Morza Śródziemnego, wysyłać uchodźców do Europy. Za cel wybrali socjalne państwo Niemieckie, które właśnie spostrzegło, że zostało zaatakowane ekonomicznie. W panice Niemcy postanowili podesłać uchodźców innym, bo nikt nie chce uszczuplać własnego bogactwa. Tym samy zaczął się proces rozpadu Unii. Uchodźcy to broń, która podobnie jak trupy wrzucane do średniowiecznych zamków ma wywołać rozkład wewnętrzny. Każdego, nawet najbardziej zaawansowanego ewolucyjnie ssaka potrafią pokonać bezrozumne bakterie. Wystarczy tylko trafić w odpowiedni moment i miejsce.

Kiedy byłem dzieckiem wszyscy mówili, że III wojna światowa to będzie wojna jądrowa, dziś wiem, że będzie zupełnie inaczej. Ale tak jak mówili starzy ludzie zaczęła się na Bliskim Wschodzie, a nową bronią, która właśnie dotarła do Europy, będą ludzie, ludzie bakterie, które zwyczajnie chcą tylko „godnie żyć”. Dlatego mamy wojnę! Nie ma co się łudzić, że jest inaczej.

 

Włodek Bykowski

132630cookie-checkNo to mamy wojnę