Strona główna » O aborcji, czyli czy wszyscy jesteśmy tego samego gatunku?

O aborcji, czyli czy wszyscy jesteśmy tego samego gatunku?

Wiele razy powracała do mediów sprawy odmówienia dokonania aborcji przez prof. Bogdana Chazana, która ostatecznie znalazła finał w postaci zwolnienia zasłużonego lekarza ze stanowiska. Wszystko to stało się w wyniku nacisków środowisk feministycznych i proaborcyjnych. We mnie się zagotowało, bo hipokryzja ludzka i manipulacja społeczna wywołuje gniew i obrzydzenie. W sumie nie ma co się dziwić. Przecież nigdy nie wydoroślałem. Zawsze się buntowałem. W porę jednak zrozumiałem, że kultura masowa wykorzystuje emocje młodych ludzi do pomnażania zysków uprzywilejowanych oraz manipulowania tłumem w celu osiągnięcia planów politycznych lub ideologicznych. Dlatego w drugiej połowie lat 80. zamieniłem rurki i glany na marynarkę, celowo zacząłem chodzić w krawacie, brzydząc się jednocześnie obłudą komunistów, którzy kanalizowali młodzieżowy bunt, np. na festiwalu w Jarocinie. Nigdy nie tolerowałem też wygłupów Jurka Owsiaka z Rozgłośni Harcerskiej, który organizował w ostatnich latach PRL Towarzystwo Przyjaciół Chińskich Ręczników. Za bardzo mi to wszystko śmierdziało znienawidzonym aktywizmem społecznym w stylu Związku Socjalistycznej Młodzieży Polskiej. Nie byłem naiwny. Podobnie jest teraz. Nie wierzę ludziom. Kiedy ktoś mnie zapewnia o swojej uczciwości to sprawdzam czy wszystko mam w kieszeniach. Kiedy ktoś mi mówi, że to dla mojego dobra, to zastanawiam się kto na tym naprawdę skorzysta.

Feministki, działacze organizacji zrzeszających ludzi preferujących niekonwencjonalne zachowania seksualne, komuniści i wszelkiego rodzaju lewicowcy uważają, że aborcja oraz zapłodnienia pozaustrojowe są nieodłącznym przywilejem i prawem kobiety. Tym samym uznają, że uwarunkowania biologiczne nie mogą determinować życia człowieka, że najważniejszą wartością współczesnej kultury europejsko-amerykańskiej jest absolutna wolność jednostki. Z drugiej strony nie mają oni najmniejszych skrupułów by realizować swoją wolność za pomocą środków represji i ograniczenia wolności innych, którzy nie podzielają ich poglądów. Odnoszę również wrażenie, że przyjęli oni dziwne założenie, iż akceptacja aborcji wiąże się z wykształceniem i przeżywają szok, kiedy osoby bardzo dobrze wykształcone lub o wysokim poziomie inteligencji mają odmienne zdanie w tej kwestii. Tym samym ad hoc przyjmują za pewnik, że aborcja jest w oczywisty sposób czymś dobrym lub neutralnym; naturalnym prawem kobiety do realizowania swojej wolności. Ale właściwie jakim prawem uważają, że jednocześnie wolno im stosować represje wobec ginekologa, tylko za to, iż nie chce on wykonywać jednego z wielu czynności związanych z posiadanym zawodem? W końcu lekarz tej specjalności zajmuje się leczeniem chorób narządów rozrodczych kobiety, takich jak: grzybice, zakażenia bakteryjne, torbiele lub nowotwory, itp. Do obowiązków ginekologa należy również podtrzymywanie zagrożonych ciąży, dbanie o prawidłowy przebieg porodów. Dlaczego więc protestujące feministki postulują, by zakazać dobremu specjaliście prawa do wykonywania zawodu jeżeli nie będzie wykonywał aborcji? Czy nie ma on prawa czegoś nie robić jeżeli tego nie lubi lub uważa to za sprzeczne z zasadami, którymi kieruje się w życiu. Czy kucharzowi, który przejdzie na hinduizm można zabronić wykonywania zawodu, ponieważ nie będzie chciał przygotowywać potraw mięsnych, mimo że będzie najlepszym specjalistą w gotowaniu kitri? Czy prostytutkę wolno przymusić do odbywania stosunków analnych, jeżeli takich „usług” nie chce świadczyć? Czy w takiej sytuacji alfons z niemieckiego lub holenderskiego burdelu ma prawo stosować wobec niej środki przymusu? Czy lekarz ginekolog nie ma prawa czuć obrzydzenia z uśmiercania płodu, którym każdy z nas kiedyś był? Dlaczego wspomniani na początku akapitu ludzie uważają, że im wolno innych do czegoś zmuszać środkami represji? Czy nie są oni tylko egoistami?

Aborcjoniści stosują od wielu lat te same argumenty, które wielokrotnie porażają ignorancją i brakiem empatii. Jakiś czas temu czytałem wypowiedz pewnej feministki na Twitterze. Spór dotyczył oczywiście hejtowania Tomasza Terlikowskiego i jego poglądów. Kobieta stwierdziła, że płód to nie człowiek i porównała go do kijanki, która jej zdaniem nie jest żabą, tylko czymś co może być w przyszłości żabą. Osłupiałem. Pierwsze co mi przyszło do głowy, to pytanie czy z kijanki może wyrosnąć coś innego niż żaba, np. ptak. Drugie dotyczyło ochrony płazów, które w Polsce są chronione prawem. Nie wolno zabijać kijanek, bo to żaby, a nie robaki, które mogą być żabami lub czymś innym. Z biologii wiadomo, że ze zdrowej, prawidłowo zapłodnionej plemnikiem komórki jajowej, na skutek ciągłych podziałów, powstanie organizm danego gatunku o określonych w genach cechach fizycznych. Nic innego! Wracając do płazów to ochronie podlega również skrzek. Tym samym płazy są chronione na każdym poziomie rozwoju. Głoszone przez feministki i ich zwolenników prawo do aborcji, jak i eutanazji, sprawia, że człowiek nie jest gatunkiem chronionym w każdym etapie rozwoju! Dlatego pytam się przewrotnie, czy aby wszyscy jesteśmy tego samego gatunku, czy wszyscy ludzie to homo sapiens? Pomysł zadania takiego pytania nie jest oryginalny. Już kilka lat temu brytyjscy przyrodnicy postawili podobną hipotezę, zadając pytanie czy najbogatsi ludzie na świecie są tego samego gatunku co reszta ludzkości.

Jedną z cech człowieka jest umiejętność empatii. Dzięki wyobraźni potrafimy imaginować sobie, że jesteśmy kimś innym. W wyniku tej umiejętności większość białych uznała, mimo obowiązującego prawa, że murzyn, aborygen, itd., to taki sam człowiek jak oni. Na podobnej zasadzie, wydaje mi się, że każdy człowiek, oglądając zdjęcia w rodzinnym albumie, potrafi sobie przypomnieć co czuł jak miał 20, 15, 8, 7, 5 lat; potrafi sobie wyobrazić, że niemowlak na zdjęciu to on, choć nie pamięta co wtedy robił, jakie były jego myśli. Podobnie możemy sobie wyobrazić, widząc zdjęcie mamy z dużym brzuchem, że tam w środku to właśnie my. W analogiczny sposób, kiedy ktoś nam pokarze obrazy z USG kilkumiesięcznego lub kilkutygodniowego płodu potrafimy sobie wyobrazić, że kiedyś wyglądaliśmy podobnie, że bez tego etapu rozwoju dziś by nas nie było. Empatyczna wyobraźnia jest zdolna wyobrazić sobie w taki sposób każdego, nawet w postaci zapłodnionej komórki jajowej. Aborcjoniści mają jednak z tym problem. Ironicznie można powiedzieć, że wzięli się z całości, a nawiązując do dawnej wypowiedzi Ronalda Reagana, szczęśliwym trafem zdążyli już się urodzić i zagrożenie aborcją ich nie dotyczy.

Kolejnym absurdalnym argumentem głoszonym przez aborcjonistów jest chęć zapobiegania cierpieniu. Przyjmują oni założenie, że kobieta tylko męczy się będąc w ciąży, a urodzone dziecko jest narażone jedynie na niebezpieczeństwa. W komentarzach w internecie wypisują zdania typu: „a pomyślałeś ile to dziecko może wycierpieć jak będzie żyło w biedzie” lub im podobne. W odpowiedzi mogę tylko powiedzieć, że na takiej samej zasadzie można stwierdzić, że jeżeli w ten sposób pomyślałyby matki: Einsteina, Warhola lub Pendereckiego, to owych wielkich ludzi by nie było. Podobnie jeżeli w wyniku badań prenatalnych będzie można stwierdzić wystąpienie nieuleczalnej choroby, która w przyszłości dotknie dziecko, to eugenicznej aborcji można będzie poddać nie tylko biedaków lub ograniczonych umysłowo, ale i geniuszy jak astrofizyk Stephen Hawking lub matematyk John Nash. O tym zwolennicy aborcji nie myślą. Przecież przyszłości nie można bezbłędnie przewidzieć, a rozwój bierze się m.in. z różnorodności.

Współczesna europejska kultura jest przesycona moralną pustką i ideową dogmatyką, nie ma też w niej spójności i refleksji, że to wszystko i tak jest do dupy. Będąc uwięzionymi w czasie, tak naprawdę nic nie jest istotne. Cierpienie, które trwało miesiąc ma takie same znaczenie jak ugryzienie komara lub pierdnięcie istniejącego na kartkach papieru Pantagruela. Z kolei, dla cywilizacji, człowiek liczy się jedynie wtedy kiedy zarabia i daje zarobić innym mu podobnym. Zysk jest w końcu najważniejszy. Trzeba tylko odpowiednio ograniczyć sobie wyobraźnię oraz zawęzić horyzont zdarzeń. Stać się idiotą z wyboru. Dlatego zapewniam: nie jesteśmy tego samego gatunku!

Włodek Bykowski