Strona główna » ONZ i Unia Europejska przeciwko tolerancji i prawom człowieka

ONZ i Unia Europejska przeciwko tolerancji i prawom człowieka

Choć od ponad roku dominującym tematem, koncentrującym uwagę nie tylko mediów, ale i  większości mieszkańców naszej planety, jest walka z wirusem Covid-19 i podejmowanie działań zmierzających do jak najszybszego powrotu do normalności, to naiwnym ten, kto miał nadzieję, że pandemia, choćby na chwilę, powstrzyma rozlewającą się po świecie falę dzisiejszej sztandarowej idei myśli liberalno-lewicowej – ideologię LGBT.

Aktywiści LGBT coraz częściej obierają sobie za cel różne struktury międzynarodowe, poprzez które próbują wywierać presję na społeczeństwa, a przede wszystkim na rządzących,  ustawodawców i sądownictwo. Wśród organizacji wspierających te grupy jest ONZ. Jako jeden ze współorganizatorów patronowało niedawno „Generation Equality Forum”, tj. zwołanemu na 29-31 marca br. w Meksyku feministycznemu sympozjum, którego celem ma być osiągnięcie równouprawnienia płci (cokolwiek miałoby to znaczyć), a prace mają być kontynuowane na przełomie czerwca i lipca 2021 r. w Paryżu. Zwieńczeniem pierwszej części forum było przyjecie 10-letniej „strategii feministycznej”, w założeniach której znalazły się zapisy dotyczące praw seksualnych oraz reprodukcyjnych kobiet.

Przyjęcie tegoż planu, to nic innego, jak próba przyspieszenia ideologicznej ofensywy, między innymi LGBT. Genderowe założenia „Generation Equality Forum” mają zostać wdrożone na poziomie globalnym do 2030  roku. W tym celu organizatorzy konferencji zobowiązali się do przekazania co najmniej 100 milionów dolarów na walkę ze „stereotypami genderowymi”. W zobowiązaniach, podjętych podczas szczytu, mocno akcentuje się konieczność promowania płynnej wizji płciowości, wulgarnej wersji edukacji seksualnej oraz aborcji na życzenie.

Choć wydawałoby się, że Meksyk jest na tyle daleko położony od Polski, że jakiekolwiek ideologiczne fora, sympozja i wszelkiej maści spotkania, odbywające się w tym kraju, nie mogą w żaden sposób wpłynąć na to, co dzieje się w naszej ojczyźnie, to niestety są to złudne nadzieje. Ustalenia szanownych pań z ruchów feministycznych mogą odbić się szerokim echem w Europie, a zatem i nad Wisłą. Wyniki tych konferencji mogą okazać się dla nas znaczące, ponieważ autorzy kontrowersyjnych projektów rezolucji Parlamentu Europejskiego już w przeszłości odwoływali się do poprzedniego szczytu –zorganizowanego w 2019 r. w Nairobi, podczas którego podjęto, najpoważniejszą jak dotąd, próbę obalenia międzynarodowego porządku ochrony życia i rodziny.

Oprócz „Generation Equality Forum”, również w marcu tego roku odbyła się 65. Sesja Komisji ds. Statusu Kobiet ONZ, a w jej końcowym dokumencie próbowano umieścić takie pojęcia, jak „różne formy rodziny” czy „tęczowe rodziny”. Wskazuje to na niebezpieczny proceder – genderowi lobbyści dokonują cichego zamachu na kształt języka prawa międzynarodowego.

Ich aktywność wyraźnie nasiliła się w ostatnim czasie w strukturach unijnych.

Marsz Niepodległości 2019

Komisja Europejska ogłosiła niedawno, że pracuje nad dyrektywą, w myśl której kraje członkowskie UE będą zmuszone do uznawania zawartych za granicą małżeństw homoseksualnych i adopcji dzieci przez takie pary. Unijna komisarz Helena Dalli zaproponowała, by pary homoseksualne, które „zawrą małżeństwo” w kraju, gdzie jest to możliwe, były automatycznie uznawane za pełnoprawne małżeństwo we wszystkich państwach członkowskich UE.

Propozycja ta jest sprzeczna z polską konstytucją, stanowiącą, że małżeństwo to wyłącznie związek kobiety i mężczyzny. Jednak krajom, które sprzeciwiają się takim pomysłom, Unia Europejska grozi odebraniem środków finansowych – pod pretekstem łamania tzw. „praworządności”. Wspólne prawo unijne ma wymusić także uznawanie za tzw. „mowę nienawiści” właściwie każdej krytyki działań ruchu LGBT. W praktyce, oznacza to zakaz mówienia prawdy o patologiach związanych z homoseksualnym stylem życia oraz wydawanie dzieci – czasem nawet na śmiertelne niebezpieczeństwo.

Wstępując 1 maja 2004 roku do UE, słyszeliśmy zapewnienia, że Bruksela nigdy nie będzie ingerowała w prawodawstwo państw członkowskich w obszarze dotyczącym życia i rodziny, w kwestiach światopoglądowych. To, co dzieje się obecnie, jest absolutnym tego zaprzeczeniem. Trwa zmasowany atak, nasila się presja polityczna i finansowa, aby podporządkować naszą ojczyznę dyktatowi 6-kolorowych lobbystów.

Co może oznaczać dla Polski skuteczne przeforsowanie unijnych pomysłów? Wyobraźmy sobie sytuację, gdy nasze dzieci będą mogły być adoptowane przez pary gejów lub lesbijek. A wszelkie próby „wzięcia pod lupę” takich tatusiów czy mamusiek – i skontrolowania sprawowanej przez niech opieki, będą uznawane za przejaw dyskryminacji i homofonii, lub wręcz nienawiści w stosunku do osób homoseksualnych.

W odpowiedzi na szalone pomysły proponowane przez UE, polskie Ministerstwo Sprawiedliwości pracuje nad projektem zakazującym adopcji dzieci przez pary jednopłciowe. Obecnie w krajowym prawie brakuje przepisów, które jednoznacznie uniemożliwiłyby takie działania. Minister w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów – Michał Wójcik, w wywiadzie dla jednego z polskich mediów, wspomniał o propozycjach zmian w trzech ustawach. Przede wszystkim w kodeksie rodzinnym i opiekuńczym. Chodzi o wprowadzenie odrębnego przepisu, który wyraźnie określi, że przysposobienie, czyli adopcja dziecka w Polsce, nie jest dopuszczalna przez osoby tej samej płci. Polityk zaznaczył, że kwestie dotyczące bezpieczeństwa dzieci muszą być w sposób klarowny odzwierciedlone naszym w prawie.

Kolejnym krokiem, zmierzającym w stronę lewackiego obłędu, było przejęcie 11 marca br. przez Parlament Europejski rezolucji, w której ogłoszono Unię Europejską strefą wolności LGBT. Miała to być rzekomo odpowiedź na rosnącą falę ataków na osoby ze środowisk LGBT, zwłaszcza przez przywódców politycznych, religijnych i inne osoby publiczne. Wśród państw członkowskich UE, w których miałoby dochodzić do wspomnianych, rzekomych ataków, wielokrotnie wymieniana była  Polska. Wiceprzewodnicząca Komisji Europejskiej Viera Jourova oraz Komisarz ds. Równości Helena Dalli zarzucają niektórym polskim gminom tworzenie tzw. stref wolnych od LGBT i zapowiadają otwarcie kolejnego sporu z naszym krajem.

Aktywista LGBT oskarżony o umieszczanie fałszywych tablic informacyjnych – udających urzędowe oznaczenia.

„Strefy wolne od LGBT” to fałszywe oskarżenie formułowane wobec polskich samorządów, które chciały wyrazić sprzeciw wobec ideologicznych postulatów działaczy LGBT. Uchwały, jakie były w tych konkretnych gminach przyjmowane, miały na celu –tylko i wyłącznie – ochronę polskiej rodziny, a przede wszystkim dzieci. Określenie „strefy wolne od LGBT” zyskało natomiast rozgłos za sprawą lewicowych aktywistów, którzy umieszczali fikcyjne tabliczki przy wjazdach do poszczególnych miejscowości, z wypisanym (w czterech językach) takim właśnie hasłem. Następnie fotografowali je i rozpowszechniali na portalach społecznościowych oraz w mediach zagranicznych – informując, że są to oficjalne, urzędowe oznaczenia polskich miast.

Decyzje polskich samorządowców, krytykowane w UE, miały na celu przede wszystkim ochronę dzieci przed demoralizacją. Dlatego wójt Tuszowa Narodowego – jednej z fałszywie oskarżonych gmin – pozwał autora zmanipulowanych zdjęć. Proces sądowy już się rozpoczął. Samorząd domaga się od lewicowego aktywisty sprostowania i przeprosin za straty wizerunkowe. Niestety, to nie wszystko. Gmina może nie otrzymać unijnych środków, m.in. tych z funduszu odbudowy. Wiceprzewodnicząca KE Viera Jourova zapowiedziała odbieranie samorządom pieniędzy za (rzekome) dyskryminowanie środowisk LGBT.

Na tak absurdalny szantaż nie mogli nie odpowiedzieć polscy europosłowie. Podczas gorącej debaty w PE przypominali, że Bruksela łamie wcześniejsze ustalenia traktatowe – o nieingerowaniu w sprawy światopoglądowe państw członkowskich. Podczas debaty, Patryk Jaki zarzucił pomysłodawcom rezolucji mijanie się z prawdą i formułowanie, w stosunku do Polski, fałszywych zarzutów dyskryminacji i ataków na osoby ze środowisk LGBT. Przytoczył również dane, z których wynika, że w tak ideologicznie „postępowych”  krajach jak Holandia, Belgia czy Niemcy, ataki na członków środowisk LGBT występują na znacznie szerszą skalę, niż ma to miejsce nad Wisłą. Polityk stwierdził wprost, że tu nie chodzi o tolerancję w stosunku do osób LGBT, lecz o ekspansję lewicowych idei oraz zamach na tradycyjne wartości.

Jakby tego było mało, w maju tego roku, Komisja Europejska ponownie zadeklarowała chęć walki z „mową nienawiści” w UE. Ma to być działanie w obronie prześladowanych ze względu na rasę, religię, płeć i seksualność. W projekcie nowej unijnej rezolucji znalazły się postulaty dostępu do tzw. aborcji, antykoncepcji i edukacji seksualnej wśród dzieci –zgodnej z wytycznymi WHO. W dokumencie, przyjętym przez Komisję Praw Kobiet i Równouprawnienia Parlamentu Europejskiego, znajduje się zapis wzywający państwa członkowskie do uprzywilejowania środowisk LGBT. Projekt przewiduje zakaz prowadzenia terapii psychologicznej dla osób, które utożsamiają się z określeniem LGBT. Do końca tego roku ma zostać przedstawiona lista „przestępstw”, których dotyczy przygotowywana rezolucja.

Nie ma wątpliwości, że najnowszy unijny koncept ustawodawczy ma ogromną szansę przerodzić się w kolejne narzędzie cenzury, kneblującej usta tym, którzy nie zgadzają się z lewicowo-liberalnym światopoglądem. W świetle powyższych wydarzeń, pewnie w niejednej głowie, rodzi się pytanie: QUO VADIS, EUROPO? Jak daleko, w tym lewackim szaleństwie, mają zamiar posunąć się unijni urzędnicy?

Co czeka młode pokolenia Europejczyków, a przede wszystkim Polaków? W jakim duchu wychowamy nasze dzieci? Czy standardem ma być (wg wytycznych WHO, a więc i Brukseli), taki profil edukacji seksualnej, który jest de facto jej rozbudzaniem – i to od najmłodszych lat? Bo jak inaczej można określić zalecenie, by uczyć dzieci, już w wieku przedszkolnym, takiego dotykania swojego ciała, by czerpały z tego przyjemność? Czy wzorem edukacyjnych programów telewizyjnych dla dzieci w Polsce ma się stać, wprowadzony pod koniec marca br., program holenderskiej telewizji, w którym, zróżnicowana pod względem wieku, płci i budowy ciała, grupa roznegliżowanych dorosłych staje twarzą w twarz przed grupą obserwujących ich dzieci? Czy dopytywanie i opisywanie, przez młodych uczestników programu, różnic w anatomii i uważne przyglądanie się narządom rozrodczym dorosłych, to jakiś nowy koncept edukacyjny, którym powinniśmy się zachwycić?

To wszystko, co dzieje się w UE, zwłaszcza działania zmierzające w stronę realizacji ideologicznej agendy, napawa niepokojem i zdecydowanie należy się temu wszystkiemu przeciwstawiać. Nie możemy zgodzić się na wyłączenie zarówno rozumu, jak i zdrowego rozsądku.

Ostatnie poczynania unijnych oficjeli genialnie podsumował w Parlamencie Europejskim prof. Ryszard Legutko. Podczas debaty nad rezolucją „Europa strefą wolności LGBT” zaapelował do europosłów słowami: Uspokójcie się ideologicznie. Dajcie ludziom żyć. Nie róbcie rewolucji. Zróbcie Unię strefą wolną dla zdrowego rozsądku. Ja wiem, że to trudne. Ale, mimo wszystko, polecam.

Choćby był to głos wołającego na pustyni, choćbyśmy, walcząc o swoje wartości, mieli uderzać głową w ten lewicowy mur, nie możemy sobie pozwolić na krok wstecz. Przede wszystkim dla dobra naszych dzieci.

 

Aleksandra Walecka