Strona główna » Tam, gdzie nie wstydzą się wiary (II)

Tam, gdzie nie wstydzą się wiary (II)

Teorii i analiz, dotyczących możliwych kierunków rozwoju i środków zaradczych, w czasie pandemii koronawirusa, stworzono już bardzo dużo. Sytuacja cały czas ewoluuje i w pewnym zakresie wymyka się przewidywaniom. Za wcześnie jest jeszcze, żeby miarodajnie osądzać takie kwestie jak skuteczność nowej szczepionki czy wiele innych długofalowych działań. Kolejna fala choroby uwypukla jednak różnice między Wielką Brytanią a Polską. Na obecnym etapie można poważyć się już na ocenę krótkoterminowych metod, np.: ograniczania funkcjonowania bądź dostępu do punktów gastronomicznych, pubów i klubów, zakazu organizacji imprez masowych, limitowania zajęć w szkołach oraz zamykania kościołów. To właśnie ten ostatni punkt diametralnie różni Zjednoczone Królestwo od naszej Ojczyzny.

Podczas wprowadzenia pierwszego „lockdownu” (marzec 2020 r.) w Wielkiej Brytanii podjęto decyzję o całkowitym zamknięciu kościołów. Następnie, w czasie kolejnych miesięcy, kiedy powoli łagodzono restrykcje, zezwolono na warunkowe ich otwarcie – ale tylko na indywidualną modlitwę, ponieważ zakazano odprawiania Mszy św. Uzasadniano to argumentem, że niedzielna Eucharystia miałaby przyczyniać się do rozprzestrzeniania epidemii.

W tym samym okresie w Polsce zastosowano wiele obostrzeń podobnych, bądź takich samych jak brytyjskie. Jednak z pewną różnicą – przez cały czas kościoły były otwarte – i w wielu wypadkach odprawiano jeszcze więcej Mszy św. niż zazwyczaj. Jak pokazały doświadczenia, już po przejściu pierwszej fali wirusa, decyzja podjęta nad Wisłą okazała się słuszna. Nie wywołała żadnej katastrofy – jak „prorokowały” liczne zachodnie media. Co więcej, nasz kraj stał się dla wielu państw przykładem właściwego podejścia do sytuacji, ponieważ dane udowodniły, że odsetek śmiertelności należał u nas do najniższych w Europie. Tymczasem, Wielka Brytania znalazła się na drugim końcu listy – z jednym z najwyższych procentów zarażeń i zgonów.

Po upływie pół roku nastąpiła druga fala epidemii. W styczniu 2021 r. ponownie ogłoszono „lockdown” Wyspy – i tak jak poprzednio – całkowicie zamknięto kościoły. Decyzja ta może dziwić, nie tylko ze względu na brak refleksji bądź związku przyczynowo-skutkowego z wcześniejszymi doświadczeniami, ale także dlatego, że w Wielkiej Brytanii, mówiąc dyplomatycznie, katolickie świątynie do zatłoczonych miejsc nie należą.

Zaskakujące zachowanie włodarzy z Londynu nie jest jednak wyrwane z kontekstu. Każdy, kto odwiedził ten kraj, widział, że od pięknej, zabytkowej architektury sakralnej jest tu niemal „gęsto” – zwłaszcza w centrach dużych miast.  W większości przypadków, są to budynki już tylko przypominające o chrześcijańskich korzeniach Brytanii. Mieszczą się tam puby, restauracje, dyskoteki, hotele, biura itd. Ta współczesna architektura „duchowej pustyni”, wśród wielu czynników, które doprowadziły do jej powstania, zaistniała także dzięki wrogiemu – na swój sposób – nastawieniu do chrześcijaństwa. Rodzaj nieprzychylnego stosunku najbardziej widać chyba w relacji do katolicyzmu. Nie chodzi o historyczne procesy, mające swoje źródło w reformacji oraz posunięciach Henryka VIII, ale o politykę prowadzoną już w XX i XXI wieku. Kościół katolicki stawał się coraz bardziej niewygodnym świadkiem zmian społeczno-politycznych zachodzących w ojczyźnie Szekspira. Odchodzeniu od tradycyjnych wartości i otwieraniu się na „idee” poprawności politycznej – połączonych z coraz mocniejszym skrętem w lewą stronę – nie po drodze było z Watykanem. W tym kontekście decyzja Londynu, o zamykaniu nielicznych i pustawych kościołów oraz zakazie odprawiania Mszy św. – nie powinna dziwić.

Porównując krajobraz znad Tamizy do Polski, widać jak duża jest różnica. Nad Wisłą nie tylko trudno jest znaleźć zabytkowy Boży przybytek zaadoptowany na inne potrzeby, ale też cały czas budowane są kolejne, nowe.  Co więcej, po całym kraju, zwłaszcza w mniejszych miejscowościach i wsiach, rozsiane są tysiące kapliczek i przydrożnych krzyży. Są to miejsca kultu, niezmiennie, od setek lat otaczane tą samą troską. Świadczą o nadal żywych i mocnych korzeniach wiary, nie tylko skutecznie dającej odpór laicyzacji, ale także stojącej na straży tradycyjnie pojmowanych wartości i polskiej tożsamości narodowej – od zarania nierozerwalnie związanej z Kościołem.  Można powiedzieć, że w czasach, kiedy świątynia przerobiona na pub, może być ilustracją trafnie oddającą brytyjskie realia, obraz przydrożnego krucyfiksu byłby charakterystyczny dla sporej części Polski.

Foto-relacja Jakuba Kaji (tutaj),  prezentuje wybrane kapliczki i świątki z zachodniej Małopolski. Jest to następna cześć cyklu – po „Kapliczkach Ponidzia” Bogdana Dąbrowskiego.

Kajetan Soliński