Strona główna » TVP odwiedza w Edynburgu weterana spod Monte Cassino

TVP odwiedza w Edynburgu weterana spod Monte Cassino

Na początku marca do Szkocji zawitała ekipa Telewizji Polskiej. Na zlecenie Instytutu Pamięci Narodowej przygotowuje film dokumentalny poświęcony jednemu z ostatnich żyjących uczestników bitwy o Monte Cassino – Ludwikowi Jaszczurowi. Inicjatorem przedsięwzięcia jest Piotr Mazurkiewicz – łodzianin, pracujący w firmie spedycyjnej w Edynburgu, a także zaangażowany patriota, członek patriotycznego stowarzyszenia Fanatycy Widzewa. Kilka miesięcy temu poznał kombatanta, a usłyszawszy jego historię, postanowił skontaktować się z TVP i przedstawić im sylwetkę pana Ludwika. Polska telewizja bardzo zainteresowała się tematem i w ciągu zaledwie tygodnia oddelegowała do Szkocji zespół z zadaniem nagrania materiału o żołnierzu.

Głód i obierki z buraków w niemieckim obozie

Pan Ludwik Jaszczur ma 93 lata. Od zakończenia II wojny światowej mieszka w Szkocji. Jako nastolatek został pojmany przez Niemców i wywieziony do pracy przymusowej w III Rzeszy, skąd uciekł i zaciągnął się we Włoszech do Armii gen. Andersa. Został przydzielony do 22 Kompanii Zaopatrywania Artylerii. To tam poznał się ze słynnym czteronogim kapralem Wojtkiem – brunatnym niedźwiedziem przygarniętym przez polskich żołnierzy. W 1944 r. brał udział w bitwie o Monte Cassino. Pytany o tamte czasy opowiada:

– W 1941 roku gestapowcy przyszli do naszego domu. Miałem wtedy 12 i pół roku. Wywieźli mnie na roboty do Niemiec. Pracowałem bardzo ciężko: najpierw w cukrowni, a potem na roli. To była farma w miejscowości Trampe, koło Berlina. Wśród polskich pracowników przymusowych panował głód i często jedynym pożywieniem były dla mnie podkradane obierki z buraków cukrowych – wspomina kombatant.

Po przełomie na froncie wschodnim, hitlerowcy pod naciskiem Rosjan zmuszeni zostali do przegrupowania. Moment ten wykorzystali Polacy uwięzieni w obozie pracy. Nastoletni wówczas Pan Ludwik wraz z grupą rodaków ucieka do Włoch.

– Nie miałem pojęcia gdzie się kierujemy, byłem wtedy jeszcze dzieckiem. Poruszaliśmy się głównie piechotą, albo wskakując na pociągi z węglem. Szedłem za innymi, modląc się i wierząc głęboko, że nikt po drodze nas nie zabije. We Włoszech wstąpiłem do polskiego wojska, do II Korpusu Polskiego. To jest nie do opisania, jak to się wszystko działo. Przyjęli mnie do armii, szkolili na mechanika samochodowego. Starsi żołnierze byli wobec nas opiekuńczy, zachęcali nowo przybyłych, do nauki różnych rzeczy. Uczyłem się też na radiotelegrafistę i wystukiwałem wiadomości alfabetem Morse’a – mówi.

 

Niedźwiedź Wojtek w okopach podczas bitwy o Monte Cassino

Nastolatek walczy pod Monte Cassino

W 1944 r. siedemnastoletni Ludwik Jaszczur bierz udział w bitwie o Monte Cassino.

– Walczyliśmy. Ja byłem w artylerii. Dostarczaliśmy pociski, które też niedźwiedź Wojtek pomagał nam nosić. I się strzelało. Czekałem, kiedy nastąpi śmierć, na to, kiedy trafi mnie niemiecka kula. Modliłem się i przeżyłem. Dzięki Bogu do dziś żyję! Sam nie pamiętam, jak to się stało. Pamiętam, jak polscy żołnierze i Wojtek postawili biało-czerwoną flagę na szczycie Monte Cassino.

Bitwa o Monte Cassino, 1944 r.

Pan Ludwik nie ukrywa, że wiara od zawsze odgrywała w jego życiu ważną rolę.

– Jako młody chłopak służyłem na bosaka do Mszy św. Później, we Włoszech mieliśmy swoich księży, więc gdy tylko była okazja, uczestniczyłem w nabożeństwach. Bóg był dla mnie największym wsparciem w trudach. W całym tym ciężkim okresie nigdy nie traciłem wiary w to, że wszystko skończy się dobrze – opowiada.

– We Włoszech poznałem się też z Wojtkiem, zresztą służyliśmy razem w Kompanii Zaopatrywania Artylerii. Tak w ogóle to ten niedźwiedź był jak taki wesoły druh dla żołnierzy, taki przyjemny kotek, tylko duży. Rozumiał tylko po polsku. Papierosy palił, piwo pił, a czasem wchodził do ciężarówki i trąbił. Po wojnie często odwiedzałem go w zoo w Edynburgu – wspomina z rozrzewnieniem.

 

 

 

Zdrada aliantów i dalsze perypetie Pana Ludwika

Rok później Niemcy zostały pokonane. Osiemnastoletni Ludwik Jaszczur wraz z polskim korpusem przedostał się do Szkocji. Naszych żołnierzy, po rozformowaniu oddziałów, pozbawiono świadczeń wojskowych przysługujących aliantom – żeby nie drażnić Stalina. Polacy pozostawieni zostali bez środków do życia, a nie mogąc wrócić do ojczyzny, zmuszeni byli rozpocząć nowe życie w Szkocji.

– Nie było to łatwe, bo po wojennym bałaganie ludzie tutaj chętnie pozbyliby się wszystkich obcokrajowców. Stale słyszeliśmy: „Precz, Polacy do Polski. Wojna się skończyła i już powinniście tam wrócić”. A my po prostu nie mogliśmy wracać, chociaż wielu z nas chciało tego bardziej niż czegokolwiek innego! Biliśmy się o wolną ojczyznę, ale nikt nie wiedział, co się stanie po wojnie. Zawsze chciałem, żeby Polska była Polską, ja o to walczyłem. Miałem nadzieję, że nie będzie komunistyczna. Czułem, że jednak kiedyś wróci do normalności – opowiada kombatant.

Ludwik Jaszczur

Pan Ludwik ożenił się w Edynburgu – z Polką, która tak jak on brała udział w bitwie o Monte Cassino (jako kierowca ciężarówki). Dzięki pomocy rodaków dostał pracę jako pielęgniarz, a później technik w sali operacyjnej, w Polskim Wydziale Lekarskim na Uniwersytecie w Edynburgu. Była to specjalna jednostka naukowo-dydaktyczna, która kształciła kadry medyczne dla potrzeb Polskich Sił Zbrojnych w Wielkiej Brytanii. Wydział powołany został jeszcze w czasie wojny, na mocy porozumienia rządu polskiego z Senatem Uniwersytetu.

– Na wydziale miałem kontakt z córką Józefa Piłsudskiego, Wandą, gdy uczyła się chirurgii. Spotkałem tam też jego brata, Jana. On był dużo niższy od Piłsudskiego. Poznałem jeszcze brata premiera Cyrankiewicza, Jerzego. On też tu się szkolił na doktora. Był anestezjologiem. Powiem szczerze, że on na pewno nie był komunistą. To był prawdziwy patriota. Bardzo go lubiłem. Ktoś go później zamordował, ale nie dowiedzieliśmy się kto. Przewijali się tutaj niesamowici ludzie. Później poznałem też generała Maczka, Bardzo się z nim zaprzyjaźniłem. On pracował jako barman u swojego żołnierza, który prowadził Lermont Hotel. Jego syn był doktorem, a córka była chora – na wózku inwalidzkim. Ja ich wszystkich znałem, często odwiedzali mnie w sklepie, w którym później pracowałem, bo chodzili do kościoła naprzeciwko, żeby się modlić. To był bardzo serdeczny człowiek – wspomina weteran.

 

Wyrób protez, naprawianie zegarów i kserokopiarek

W 1949 r. wydział rozwiązano. Zatrudnieni tam Polacy ponownie musieli szukać zatrudnienia. Pan Ludwik znalazł pracę przy wyrobie protez, potem szkolił się w zegarmistrzostwie, następnie przez blisko 40 lat zajmował się naprawianiem maszyn do pisania, urządzeń liczących i kserokopiarek. Po śmierci żony, los skrzyżował go z Zofią Urbańską, imigrantką prowadzącą nieduży sklepik z wyrobami skórzanymi w Edynburgu – przy Lauriston Street.

Piotr Mazurkiewicz i polskie dzieci odwiedzające sklep Pana Ludwika

– Przyszedłem do sklepu, aby coś kupić, a właścicielka powiedziała, że niczego mi nie sprzeda, ale zaprasza mnie na herbatę. Sklep miał zostać niedługo zamknięty. Zofia wcześniej straciła męża, ja również byłem wdowcem. Rozumieliśmy się dobrze. Dopiłem herbatę i obiecałem, że pomogę jej prowadzić ten interes.
Nasz rodak ożenił się z panią Zofią i dotrzymywał danego słowa – przez kolejne 4 dekady prowadził sklep, który prosperuje do teraz. Co prawda, od roku Pan Ludwik zapowiada, że szykuje się do zamknięcia – mówiąc, że w wieku 93 lat planuje już przejść na emeryturę, ale póki co Leather Works nadal jest otwarty dla klientów.

– Cóż, zawsze lubiłem pracować – tłumaczy weteran.

Wiek nie powstrzymuje go także od dodatkowej aktywności. Kombatanta można spotykać na zbiórkach harcerskich i podczas ważnych wydarzeń polonijnych. Choć zdrowie coraz częściej odmawia mu posłuszeństwa, to mimo tego zaznacza, że będzie udzielał się tak długo, jak Bóg pozwoli. Co więcej, planuje też wyjazd nad Wisłę, do Gorzowa Wielkopolskiego, gdzie ma być kręcony film o niedźwiedziu Wojtku. Pana Ludwika, w jego sklepie, odwiedzają też polskie rodziny. Do dzieci, które przyszły posłuchać jego opowiadań powiedział:

– Ładnie mówicie po polsku. To dobrze, to bardzo ważne. Pilnujcie żebyście nie zapominały waszego ojczystego języka. Ja spędziłem większość życia w Szkocji, ale i tak czuję się Polakiem.

 

Z Ludwikiem Jaszczurem rozmawiał Kajetan Soliński

 

 

 

Artykuł poświęcony zdobyciu Monte Cassino przez Polaków TUTAJ

Film o Ludwiku Jaszczurze nakręcony przez TVP Łódź można zobaczyć TUTAJ